Cudowni są *-*
Drarry- „Sunshine”
niedziela, 20 października 2013
poniedziałek, 24 czerwca 2013
2.Impuls.
Aż coś pęka. Coś zostaje przerwane. Łańcuchy głośno opadają na ziemię. Brama zostaje otwarta. Tylko dla tego, że jedno z nich pozwoliło sobie na więcej. Jeden błysk w oczach budzi do życia całą ich falę. Żywioł, którego nie da się zatrzymać. Nic już nie będzie jak dawniej, nic już nie będzie takie samo. Kości zostały rzucone. Rozgorzała walka. Partia z góry przegrana, gdzie po żadnej ze stron niema zwycięzcy. Jednak natura jest na tyle bezlitosna by pchnąć ku sobie niemożliwe i pozwolić mu cierpieć aż skona w katuszach z niespełnienia i nieposkromionej żądzy.
Bądź zdrowa okrutnico!
sobota, 18 maja 2013
1.Sny.
Harry
Czym różni się
rzeczywistość od snu? To pierwsze żyje, funkcjonuje, rośnie, napędza, zmusza do
ciągłego ruchu. To drugie zaś po prostu istnieje, ponad miejscem, ponad czasem,
pośród ukrytych pragnień, wśród marzeń. Tam gdzie uczucia są ponad nas gdzie
widma dnia zmieniają się w gwiazdy, gdzie gubiąc drogę znajdujemy skarb. Trwa tak
krótko, jest tak ulotny tak doskonały i jeśli dostałbym szanse zamienić dwa dni
życia za dzień snu przyjąłbym propozycje nim zdążylibyście powiedzieć
Gryffindor. To było złe, było chore. Jednak pragnienie nie pozwala przestać,
jest silniejsze. I gdy widzę platynowe jedwabiste włosy, oczy w kolorze czystego
srebra, mlecznobiałą skórę, które są jedynie na wyciągnięcie ręki. I kiedy wiem,
że w mojej rzeczywistości to tylko senne marzenia świat znów staje się złota
klatką Złotego Chłopca, któremu do ideału dalej niż Filch’owi do króla Wielkiej
Brytanii. Wtedy znów budzę w sobie nienawiść, bo to jedyne uczucie, jakie on
przyjmie.
Draco
Zatapiam dłonie w oliwkowej
skórze. Gładzę każdy jej skrawek, każdą bliznę. Muskam miękkie czarne jak
węgiel włosy. Zatracam w szmaragdowych
oczach. I gdy już zbliżam usta do jego idealnych, malinowych warg… wschodzi
słońce, powraca jałowa rzeczywistość. Znów
muszę wstać. Schować sny bardzo głęboko. Odetchnąć zimnym powietrzem. Unieść wysoko
podbródek i grać. Grać swoją rolę pośród ściśle wyznaczonych granic. Iść wyrysowanymi
przez innych ścieżkami. Kierować się ich przykazaniami. Odtrącać wszelkie
dobro. Przyswajać każde zło i tylko w mroku nocy porzucić maskę, którą muszę
nieść od zawsze. Wbrew sobie daje pogardę, plugawię, nienawidzę ludzi, którzy niosą światło do świata
zasnutego zimnym cieniem tylko, dlatego że z przekonania mojej roli w tym
przedstawieniu są niegodni życia wśród najokrutniejszej hierarchii tego świata,
z przekonania czystej, a w rzeczywistości z rękoma splamionymi krwią. I tyle,
co mogę mu dać to nienawiść i okrutny uśmiech, najpotężniejsze z uczuć, którymi
wolno mi go darzyć.
Prolog
Idziemy przez życie
popychani przez niemiłosierny czas nie zauważając jak wiele umyka nam przed
oczami. Jak wiele kłamstw przyswajamy, jako znośną prawdę? Jak wiele uczuć
dusimy uznając za niewłaściwe, niegodziwe? Duszeni normami społecznymi, opinią
ludzi, i potrzebą akceptacji dobiegamy do kresu życia z maską spełnienia, która
tak naprawdę kryje pragnienia, na których spełnienie zabrakło nam odwagi. Wystarczy
jednak jeden impuls, jedno wydarzenie by poruszyć całą rzeczywistość,
wstrząsnąć na tyle by następny krok był szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Zwalając
z nóg, pomóc wstać, trzymając za rękę. Przeciwstawiając się. Stając naprzeciw. Zwalniając. Widząc uśmiech na jego twarzy,
znajomy błysk w oczach. Wtedy wiesz, że trafiłeś na największy w życiu skarb. Na
swój własny cud.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
