poniedziałek, 24 czerwca 2013

2.Impuls.


Aż coś pęka. Coś zostaje przerwane. Łańcuchy głośno opadają na ziemię. Brama zostaje otwarta. Tylko dla tego, że jedno z nich pozwoliło sobie na więcej. Jeden błysk w oczach budzi do życia całą ich falę. Żywioł, którego nie da się zatrzymać. Nic już nie będzie jak dawniej, nic już nie będzie takie samo. Kości zostały rzucone. Rozgorzała walka. Partia z góry przegrana, gdzie po żadnej ze stron niema zwycięzcy. Jednak natura jest na tyle bezlitosna by pchnąć ku sobie niemożliwe i pozwolić mu cierpieć aż skona w katuszach z niespełnienia i nieposkromionej żądzy.
Bądź zdrowa okrutnico!

sobota, 18 maja 2013

1.Sny.


Harry
Czym różni się rzeczywistość od snu? To pierwsze żyje, funkcjonuje, rośnie, napędza, zmusza do ciągłego ruchu. To drugie zaś po prostu istnieje, ponad miejscem, ponad czasem, pośród ukrytych pragnień, wśród marzeń. Tam gdzie uczucia są ponad nas gdzie widma dnia zmieniają się w gwiazdy, gdzie gubiąc drogę znajdujemy skarb. Trwa tak krótko, jest tak ulotny tak doskonały i jeśli dostałbym szanse zamienić dwa dni życia za dzień snu przyjąłbym propozycje nim zdążylibyście powiedzieć Gryffindor. To było złe, było chore. Jednak pragnienie nie pozwala przestać, jest silniejsze. I gdy widzę platynowe jedwabiste włosy, oczy w kolorze czystego srebra, mlecznobiałą skórę, które są jedynie na wyciągnięcie ręki. I kiedy wiem, że w mojej rzeczywistości to tylko senne marzenia świat znów staje się złota klatką Złotego Chłopca, któremu do ideału dalej niż Filch’owi do króla Wielkiej Brytanii. Wtedy znów budzę w sobie nienawiść, bo to jedyne uczucie, jakie on przyjmie.

Draco
Zatapiam dłonie w oliwkowej skórze. Gładzę każdy jej skrawek, każdą bliznę. Muskam miękkie czarne jak węgiel włosy.  Zatracam w szmaragdowych oczach. I gdy już zbliżam usta do jego idealnych, malinowych warg… wschodzi słońce, powraca jałowa rzeczywistość.  Znów muszę wstać. Schować sny bardzo głęboko. Odetchnąć zimnym powietrzem. Unieść wysoko podbródek i grać. Grać swoją rolę pośród ściśle wyznaczonych granic. Iść wyrysowanymi przez innych ścieżkami. Kierować się ich przykazaniami. Odtrącać wszelkie dobro. Przyswajać każde zło i tylko w mroku nocy porzucić maskę, którą muszę nieść od zawsze. Wbrew sobie daje pogardę, plugawię,  nienawidzę ludzi, którzy niosą światło do świata zasnutego zimnym cieniem tylko, dlatego że z przekonania mojej roli w tym przedstawieniu są niegodni życia wśród najokrutniejszej hierarchii tego świata, z przekonania czystej, a w rzeczywistości z rękoma splamionymi krwią. I tyle, co mogę mu dać to nienawiść i okrutny uśmiech, najpotężniejsze z uczuć, którymi wolno mi go darzyć.


Prolog


Idziemy przez życie popychani przez niemiłosierny czas nie zauważając jak wiele umyka nam przed oczami. Jak wiele kłamstw przyswajamy, jako znośną prawdę? Jak wiele uczuć dusimy uznając za niewłaściwe, niegodziwe? Duszeni normami społecznymi, opinią ludzi, i potrzebą akceptacji dobiegamy do kresu życia z maską spełnienia, która tak naprawdę kryje pragnienia, na których spełnienie zabrakło nam odwagi. Wystarczy jednak jeden impuls, jedno wydarzenie by poruszyć całą rzeczywistość, wstrząsnąć na tyle by następny krok był szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Zwalając z nóg, pomóc wstać, trzymając za rękę. Przeciwstawiając się. Stając naprzeciw.  Zwalniając. Widząc uśmiech na jego twarzy, znajomy błysk w oczach. Wtedy wiesz, że trafiłeś na największy w życiu skarb. Na swój własny cud.